Ostatni samuraj

Czerwiec 27, 2009

Na TVN. Łohohoho, obrodziło dziś filmów. Ostatniego samuraja chciałem obejrzeć już dawno temu, po zobaczeniu kilka lat temu jego reklamy w kinie. Nie było okazji… Kinowy trailer zachęcił mnie widowiskowymi walkami i dużą dawką emocji i patosu… OK, w rzeczywistości jest tu kilka ciekawych walk i mnóstwo patosu, ale pod względem fabuły (bardzo luźno nawiązującej do wydarzeń historycznych) film leży. Również klimat jest cieniutki, co zaskakuje, bo Japonia to miejsce bardzo charakterystyczne i łatwo zarazić widzów jego magią – w tym filmie to się jednak nie udaje, przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim udać się powinno. Tom Cruise – ok, ale mogło by być lepiej. Do tego trochę dłużyzny a i same walki jakoś nie powalają swą efektownością, bo na kilometr śmierdzą tandetą znaną z niskobudżetowych jatek… Ok, czy warto oglądać? Tak, ale tylko pod warunkiem, że nie ma się nic lepszego do roboty.

Kryptonim “Szmaragd”

Czerwiec 27, 2009

Obejrzane w TCM. W roli głównej lubiany przeze mnie Ed Harris. Film osadzony w czasach II Wojny Światowej, a konkretnie w okresie poprzedzającym inwazję na Normandię (D-day, operacja Overlord). Tytułowy Szmaragd, to jak wydaje się Niemcom, ich podwójny agent – Amerykanin w Wielkiej Brytanii, który ma im pomóc zdobyć dane dotyczące planowanego ataku aliantów na okupowaną przez faszystów Francję. Tak naprawdę jednak Gus Lang, bo tak naprawdę nazywa się agent o pseudonimie będącym nazwą drogocennego kamienia, jest agentem brytyjskim i jego celem jest mylenie niczego nie podejrzewających hitlerowców. Wszystko idzie dobrze do czasu, gdy jeden z forteli Brytyjczyków nie kończy się tragicznie i doprowadza do pojmania przez wroga oficera znającego szczegóły szykowane ataku. Szmaragd musi za wszelką cenę przeszkodzić Niemcom w uzyskaniu tych informacji – nawet za cenę życia. Ok, lubię takie klimaty, jak już wspomniałem lubię też aktora grającego główną rolę i nie powiem, że czas poświęcony na obejrzenie tego filmu był czasem zmarnowanym. Było dość ciekawie, do pewnego momentu nawet bardzo, ale ogólnie to film ten nie należy do arcydzieł… po prostu solidne rzemiosło, można obejrzeć, gdy nie ma się nic lepszego do roboty, ale po takiej obsadzie można był się spodziewać czegoś innego mając np. w pamięci inny wojenny film z Edem Harrisem Wróg u bram. Tak więc spoko, ale bez szaleństwa… aaa, dodam jeszcze, że rozczarowuje końcówka, która jest zbyt naiwna i uproszczona, jakby filmowcom zabrakło pod koniec taśmy filmowej i musieli ją zmieścić w kilku minutach… a może po prostu sceny akcji nie są ich mocną stroną?

Straż Graniczna

Czerwiec 27, 2009

Serial dokumentalny o australijskiej straży granicznej. Dynamicznie zrobiony, ciekawie się go ogląda, jednak zbyt wiele uwagi poświęcane jest kontroli wwożonego jedzenia… W tym odcinku mieliśmy np. Japonkę, która wwiozła jakieś zabronione potrawy z jajkami (niebezpieczeństwo ptasiej grypy). Oprócz tego kontener z zawartością inną, niż zadeklarowana – zamiast naczyń był tam nieprzetworozny tytoń, co nie dość, że jest nielegalne, to też i niebezpieczne ze względów sanitarnych – tak samo jak w przypadku jedzenia, grozi to wwiezieniem do kraju kangurów jakichś świństw. Aaaa, był jeszcze gościu, co lubi sobie czasem przyćpać (znaleziono ślady narkotyków m.in. na jego komórce, ale po rewizji pozwolono mu na pozostanie w Australii), oraz obywatelka Wielkiej Brytanii, która miała problemy z wizą… tyle widziałem, bo potem przełączyłem na inny kanał by obejrzeć Kryptonim “Szmaragd”

Obejrzane w C+, bez zastrzeżeń, fajny odcinek, nie jakiś hardcorowy, ale sensowny i mocno śmieszny, tym razem nabijali się z filmu/ serii High School Musical (nie wiem do końca co to jest, jakiś spiewany bełkot dla nastolatków chyba), bohaterem odcinka jak dla mnie był ojciec Bridona Gueermo, chłopaczka z 3 klasy, który wszystkim dawał po pysku z plaskacza – żonie, nauczycielom syna a nawet jakimś tam inspektorom od opieki nad dziećmi. No i do tego były pedalsko-metroseksualnym miłośnikiem tańca/ opery/ baletu…. Hehehe, było śmiesznie.

Obejrzane w TVP Sport, raz zniknął nam komentator i był komentarz ze studia (strasznie głośny, potem poprawili a po kilku chwilach wrócił pan Szpakowski). Mecz słaby, Brazylia grała bez polotu i dopiero w 80-którejś minucie strzelili Afrykanom gola, a konkretnie Dani Alves z wolnego, co ciekawe ten piłkarz dopiero moment przed tym wszedł na boisko, to dziwne, w meczu z takim rywalem tak przydatny w ataku defensor powinien grać od początku.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.